Pomiń menu
Spis treści
Menu

Miasto

Plac, na którym ludzie chcą zostać

Są place, przez które się przechodzi, i place, na których się zostaje. Różnica rzadko wynika z budżetu. Wynika z kilkunastu decyzji projektowych, które widać dopiero wtedy, gdy usiądzie się na ławce i rozejrzy.

Tekst: Magda 5 min czytania

Plac miejski z ławkami i drzewami w porannym świetle

Mam prosty test na przestrzeń publiczną. Przychodzę w zwykły dzień, około południa, i liczę, ile osób siedzi, a ile tylko przechodzi. Nie w weekend, nie podczas jarmarku, tylko we wtorek. Jeśli ktoś siedzi, czyta, je kanapkę, rozmawia, to plac działa. Jeśli wszyscy idą szybkim krokiem od jednej krawędzi do drugiej, mamy do czynienia z bardzo drogim chodnikiem.

Ten test nie jest mój. Podobną metodę, tylko znacznie bardziej systematyczną, stosował w latach 70. William H. Whyte, amerykański urbanista, który z kamerą obserwował nowojorskie place i opisał wyniki w książce „The Social Life of Small Urban Spaces”. Wiele jego wniosków wydaje się dziś oczywistych. A jednak w polskich miastach wciąż powstają place, które je ignorują.

Ludzie siedzą tam, gdzie da się usiąść

To zdanie wydaje się oczywiste, a jest najczęściej łamaną zasadą. Plac bez miejsc do siedzenia jest przestrzenią tranzytu, cokolwiek by na nim stało. Liczba ławek to jednak tylko część odpowiedzi. Równie ważne jest, jakie to miejsca i gdzie są.

Najlepsze siedziska na placu to często nie ławki. To szerokie schody, murki o wysokości mniej więcej krzesła, krawędzie donic, cokoły pomników. Takie miejsca dają wybór: można usiąść przodem albo tyłem do placu, w grupie albo osobno, na chwilę albo na dłużej. Ławka ustawiona w szeregu wzdłuż ścieżki daje jedną możliwość i wszyscy siedzą jak w poczekalni.

Dobrze sprawdzają się też ruchome krzesła, jeśli miasto ma odwagę je postawić i zarządcę, który zajmie się nimi na co dzień. Możliwość przesunięcia krzesła o metr w stronę słońca albo cienia zmienia sposób, w jaki ludzie traktują miejsce. Czują, że to ich przestrzeń, a nie ekspozycja.

Krawędź jest ważniejsza niż środek

Kiedy patrzę na plac, najpierw oglądam jego obrzeża. Ludzie lubią mieć za plecami ścianę, drzewo, murek, cokolwiek, co daje poczucie oparcia. Środek wielkiego placu jest miejscem, przez które się przechodzi. Życie toczy się przy krawędziach.

Z tego wynika kilka konsekwencji projektowych:

  • Parter budynków wokół placu musi być otwarty: kawiarnie, sklepy, wejścia. Ślepa ściana banku albo zaklejone witryny zabijają krawędź skuteczniej niż jakikolwiek błąd w samej nawierzchni.
  • Ogródki gastronomiczne to nie wróg przestrzeni publicznej, tylko jej przedłużenie, pod warunkiem że nie zajmują całego obrzeża i zostawiają miejsca do siedzenia bez obowiązku zamawiania kawy.
  • Zieleń i mała architektura najlepiej działają, gdy tworzą strefy przy brzegach, a nie wyspy na środku.

Cień i słońce, nie jedno albo drugie

Polskie place przez dekady projektowano z myślą o reprezentacji i wydarzeniach, a nie o komforcie. Efekt znamy: kamienna płyta, kilka latarni, zero cienia. W lipcu nikt tam nie usiądzie, w marcu też nie, bo wieje.

Dobry plac daje wybór mikroklimatu. Część w pełnym słońcu na chłodne dni, część w cieniu drzew na upały, osłonięte zakątki od strony dominującego wiatru. Drzewa są tu najskuteczniejszym narzędziem, choć nie zawsze prostym, bo pod płytą placu często biegną instalacje albo stoi garaż. O tym, czy donice są rozsądnym kompromisem, napiszę osobno.

Wspomnę tylko o jednym: odbiór cienia zależy od materiałów. Jasna nawierzchnia odbija światło i ciepło na siedzących, ciemna się nagrzewa. Kamień w pełnym słońcu potrafi być gorący w dotyku do późnego wieczora. To detal, o którym w projekcie pisze się jednym zdaniem, a w użytkowaniu decyduje o wszystkim. Podobny problem opisywałam przy betonie architektonicznym w domu: materiał, który dobrze wygląda na wizualizacji, żyje potem w konkretnym świetle i temperaturze.

Ludzie siedzący na schodach placu miejskiego widziani z daleka
Fot. 02 Ludzie siedzący na schodach placu miejskiego widziani z daleka

Woda przyciąga, ale musi być dostępna

Fontanna, do której nie wolno podejść, jest dekoracją. Fontanna posadzkowa, kurtyna wodna, płytki kanał, w którym dzieci moczą ręce, są miejscem. Ludzie zbierają się wokół wody, jeśli mogą jej dotknąć. Tu zawsze pojawia się pytanie o koszty utrzymania i bezpieczeństwo, i słusznie. Instalacja wodna na placu wymaga serwisu, filtracji i regularnego czyszczenia. Ale jeśli już ma być, niech będzie dla ludzi, a nie do zdjęć.

Skala i proporcje

Zbyt duży plac jest równie problematyczny jak zbyt mały. Na ogromnej, pustej płycie człowiek czuje się wystawiony, zwłaszcza gdy jest sam. Średniowieczne rynki, jak krakowski, mają ogromną powierzchnię, ale są podzielone: Sukiennice, kościół, wieża ratuszowa tworzą mniejsze wnętrza, w których da się odnaleźć skalę człowieka.

Projektując nowy plac, dzielcie go więc na mniejsze strefy. Nie ścianami, lecz zmianą poziomu, nawierzchni, szpalerem drzew, grupą siedzisk. Plac, który ma kilka „pokoi”, daje miejsce jednocześnie matce z wózkiem, grupie nastolatków i starszemu panu z gazetą, i żadne z nich nie przeszkadza drugiemu.

Nawierzchnia, po której da się chodzić

Kostka łupana wygląda szlachetnie, ale na obcasach, z wózkiem czy z balkonikiem jest udręką. Wielkoformatowe płyty są wygodne, ale śliskie po deszczu, jeśli mają niewłaściwe wykończenie. Dobrze zaprojektowany plac łączy materiały: wygodne ciągi piesze tam, gdzie ludzie naprawdę chodzą, bardziej szorstkie i dekoracyjne pola tam, gdzie się zatrzymują.

Druga sprawa to woda opadowa. Nieprzepuszczalna płyta na całej powierzchni placu to problem przy ulewach i przy upałach. Coraz częściej projektuje się fragmenty przepuszczalne, pasy zieleni, rozwiązania retencyjne. Nie zawsze wyglądają spektakularnie, ale rzadko ktoś żałuje, że je zrobił.

Plac po zmroku

O placach myśli się zwykle w świetle dnia, bo tak powstają wizualizacje. Tymczasem od października do marca przez sporą część popołudnia jest już ciemno. Plac oświetlony kilkoma wysokimi masztami wygląda jak parking. Plac, na którym światło jest niżej, przy siedziskach, w koronach drzew, na fasadach, zachęca, żeby zostać.

Dobre oświetlenie przestrzeni publicznej daje też poczucie bezpieczeństwa, bo pozwala zobaczyć twarz osoby idącej naprzeciwko, a nie tylko jej sylwetkę. To prosty parametr, a zmienia to, czy kobieta wracająca wieczorem skróci sobie drogę przez plac, czy go obejdzie.

Zarządzanie to część projektu

Najlepszy projekt placu upadnie bez gospodarza. Ktoś musi sprzątać, podlewać, naprawiać uszkodzone ławki, zdejmować krzesła na noc, jeśli to krzesła ruchome. Ktoś musi też planować, co się na placu dzieje: targ w sobotę, kino plenerowe latem, lodowisko zimą. Nie może to jednak zabierać całej przestrzeni na cały sezon, bo wtedy plac przestaje być publiczny.

W pracowni nauczyłam się pytać inwestora publicznego nie tylko o budżet budowy, ale też o budżet utrzymania. Często odpowiedź była zaskakująco niejasna. A to od niej zależy, czy zaprojektujemy rabaty z bylinami, czy wyłącznie trawnik, czy krzesła ruchome, czy przykręcone do płyty.

Jak sprawdzić to samemu

Następnym razem, gdy będziecie na placu w swoim mieście, spróbujcie prostego ćwiczenia:

  1. Policzcie, ile osób siedzi, a ile przechodzi.
  2. Zobaczcie, gdzie siedzą: przy krawędziach, na schodach, w cieniu, przy wodzie?
  3. Sprawdźcie, czy da się usiąść bez zamawiania kawy.
  4. Rozejrzyjcie się po parterach budynków: ile jest wejść, a ile ślepych ścian?

Po kwadransie będziecie wiedzieć o tym placu więcej niż z niejednej wizualizacji konkursowej.

Ostatnio zrobiłam to na jednym z nowych placów w Krakowie, we wtorek, kilka minut po dwunastej. Przez kwadrans przeszło przez niego ponad sto osób. Siedziały cztery, wszystkie na jedynym murku w cieniu klonu, plecami do ściany kamienicy. Pięć nowych ławek na środku płyty stało w pełnym słońcu i przez cały ten czas nikt na nich nie usiadł.

Tekst

Magda, architektka, autorka Magazynu Widok

Architektka z Krakowa. Osiem lat w pracowni projektującej obiekty komercyjne, dziś pisze i konsultuje. Patrzy na budynki tak, jak patrzy się na nie przy desce: od rzutu, światła i materiału.

O autorce

Więcej w sekcji Miasto

Cała sekcja