Woda w mieście: niecki retencyjne i ogrody deszczowe
Po każdej letniej ulewie w polskich miastach zalewane są przejścia podziemne i piwnice, a tydzień później trawniki żółkną od suszy. Ta sama woda, która raz jest problemem, a raz jej brakuje, może zostać tam, gdzie spadła. Wystarczy dać jej miejsce.
Przez dziesięciolecia miasta traktowały deszcz jak ścieki. Woda z dachów, ulic i placów trafiała do kanalizacji, a stamtąd jak najszybciej do rzeki. Im szybciej, tym lepiej. Ten model działał, dopóki powierzchnie utwardzone rosły powoli, a deszcze były przewidywalne. Dziś nie działa: zabudowy przybywa, a opady coraz częściej przychodzą jako krótkie, gwałtowne ulewy, po których następują tygodnie suszy.
W pracowni zaczęliśmy się tym zajmować na poważnie przy projektach dużych obiektów komercyjnych. Parking na kilkaset miejsc, dach o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych, a do tego ograniczenia w odprowadzaniu wody do kanalizacji. Trzeba było coś z tą wodą zrobić na miejscu. Okazało się, że rozwiązania, które wtedy traktowaliśmy jako obowiązek, mogą być także ładnym elementem krajobrazu.
Retencja, czyli zatrzymać zamiast odprowadzić
Idea jest prosta: woda opadowa powinna zostać możliwie blisko miejsca, w którym spadła. Może wsiąknąć w grunt, odparować, zostać zatrzymana w zbiorniku i wykorzystana później. Tylko nadmiar, którego nie da się zatrzymać, powinien trafiać do kanalizacji.
Korzyści są wielorakie. Mniej wody w kanalizacji podczas ulew to mniejsze ryzyko podtopień. Woda wsiąkająca w grunt zasila wody podziemne. Rośliny, które mają dostęp do wody, lepiej znoszą suszę i skuteczniej chłodzą otoczenie. O tym, jak ważne jest chłodzenie w upały, pisałam przy okazji nagrzewania się polskich rynków.
Ogród deszczowy: najmniejsza skala
Ogród deszczowy to zagłębienie w terenie, obsadzone roślinami, do którego kieruje się wodę z dachu, podjazdu lub chodnika. Woda gromadzi się w nim podczas deszczu i stopniowo wsiąka w grunt, zwykle w ciągu kilkudziesięciu godzin. Rośliny muszą znosić zarówno okresowe zalanie, jak i suszę między opadami.
Ogrody deszczowe można zakładać w bardzo różnej skali: przy domu jednorodzinnym, przy budynku szkoły, w pasie zieleni wzdłuż ulicy, na parkingu między rzędami miejsc postojowych. W tej ostatniej formie często mają postać wydłużonych pasów, do których woda spływa z nawierzchni przez przerwy w krawężniku.
Liczą się trzy parametry: powierzchnia zlewni, czyli skąd płynie woda, przepuszczalność gruntu i głębokość zagłębienia. Na gruntach gliniastych woda wsiąka wolno i ogród deszczowy może wymagać drenażu lub dodatkowej warstwy przepuszczalnej. Na piaskach wsiąka szybko i zagłębienie może być mniejsze.
Rośliny, które znoszą wszystko
W ogrodach deszczowych stosuje się gatunki odporne na zmienne warunki wilgotnościowe: trawy ozdobne, turzyce, byliny o głębokim systemie korzeniowym, niektóre krzewy. Najlepiej sprawdzają się gatunki rodzime lub dobrze zaaklimatyzowane, bo nie wymagają nawożenia ani intensywnej pielęgnacji.
Z perspektywy projektantki to ciekawe zadanie, bo roślinność ogrodu deszczowego zmienia się z porami roku. Latem bujna, jesienią przebarwiona, zimą z suchymi kłosami traw, które pięknie wyglądają w szronie. Dobrze zaprojektowany ogród deszczowy jest atrakcyjny przez cały rok, a nie tylko w sezonie kwitnienia.

Niecki i zbiorniki: większa skala
Przy większych powierzchniach, osiedlach, parkach, obiektach komercyjnych, stosuje się niecki retencyjne i zbiorniki. Niecka to płytkie zagłębienie terenu, zwykle porośnięte trawą, które przez większość czasu jest suche, a podczas ulewy wypełnia się wodą. Zbiornik retencyjny może mieć stałe lustro wody i pełnić funkcję stawu parkowego.
Takie elementy mogą być wkomponowane w krajobraz tak, że nikt nie traktuje ich jako infrastruktury. Niecka w parku, która przez większość roku jest łagodnie opadającym trawnikiem, a po deszczu zamienia się w płytkie jezioro, bywa atrakcją dla dzieci i miejscem obserwacji ptaków. Staw retencyjny z roślinnością brzegową i pomostem jest pełnoprawnym elementem parku.
Warunkiem jest dobry projekt: łagodne skarpy, bezpieczne brzegi, roślinność oczyszczająca wodę, przemyślany odpływ nadmiaru. Źle zaprojektowany zbiornik retencyjny to betonowa niecka otoczona siatką, której wszyscy unikają.
Rowy, pasy i nawierzchnie
Między ogrodem deszczowym a zbiornikiem mieści się cała gama rozwiązań pośrednich. Rowy chłonne wzdłuż dróg, porośnięte trawą, które spowalniają spływ i pozwalają wodzie wsiąkać. Pasy zieleni obniżone względem chodnika. Nawierzchnie przepuszczalne na parkingach i placach, z kostki z szerokimi spoinami, płyt ażurowych, żwiru stabilizowanego.
Każde z tych rozwiązań ma ograniczenia. Nawierzchnie przepuszczalne mogą się zamulać i wymagają czyszczenia. Rowy chłonne trzeba kosić i odmulać. Pasy zieleni obniżone względem chodnika bywają problemem zimą, gdy spycha się do nich śnieg z solą. Wszystko to da się rozwiązać, ale trzeba o tym pomyśleć na etapie projektu.
Zaczyna się na dachu
Najwięcej wody opadowej w zabudowie spada na dachy, więc retencja powinna zaczynać się właśnie tam. Dach zielony, nawet ekstensywny, z cienką warstwą substratu i rozchodnikami, zatrzymuje część opadu i spowalnia spływ reszty. Dach retencyjny z warstwą magazynującą wodę idzie o krok dalej i oddaje ją stopniowo przez wiele godzin po deszczu.
Przy domu jednorodzinnym najprostszym narzędziem jest zbiornik na deszczówkę podpięty pod rynnę. Woda z niego podlewa ogród w czasie suszy, a nadmiar może trafiać do ogrodu deszczowego zamiast do kanalizacji. To niewielki wydatek, a w skali całej ulicy, na której robią tak wszyscy sąsiedzi, różnica podczas ulewy jest zauważalna.
Drzewa jako element systemu
Drzewa są naturalnymi sprzymierzeńcami retencji. Korony zatrzymują część opadu, a korzenie pomagają wodzie wsiąkać w grunt. Szczególnie ciekawe są rozwiązania, w których woda z ulicy lub chodnika kierowana jest bezpośrednio do stref korzeniowych drzew. Drzewo dostaje wodę, której w mieście zwykle mu brakuje, a kanalizacja jest mniej obciążona.
Wspominałam o tym w tekście o drzewach na betonowych placach. Połączenie zieleni i retencji to jedna z najskuteczniejszych strategii adaptacji miast do zmian klimatu.
Utrzymanie, o którym trzeba pamiętać
Ogrody deszczowe i niecki nie wymagają dużej pielęgnacji, ale wymagają jej regularnie. Trzeba usuwać śmieci i liście zatykające wloty, kontrolować, czy woda wsiąka w odpowiednim czasie, uzupełniać roślinność, która nie przetrwała, a raz na kilka lat odmulać zagłębienia. Zarządca musi wiedzieć, czym jest ten element i jak o niego dbać, bo inaczej ekipa kosząca trawniki potraktuje ogród deszczowy jak zaniedbany kawałek terenu.
Dlatego przy przekazaniu obiektu przygotujcie prostą instrukcję utrzymania, z opisem roślin, harmonogramem prac i zdjęciami, jak ogród powinien wyglądać w różnych porach roku. W pracowni długo robiliśmy to rzadko. Zmienił to jeden parking.
Pas, który ktoś wykosił
Przy jednym z obiektów handlowych, które projektowaliśmy, między rzędami miejsc postojowych biegły obniżone pasy zieleni z przerwami w krawężniku. Pierwszego lata wyglądały tak jak na rysunku: turzyce, trawy, kilka krzewów, a woda po ulewie znikała w ciągu doby. Kierownik obiektu chwalił się nimi gościom.
Drugiego lata teren przejęła nowa firma sprzątająca. Ktoś uznał, że pasy zarastają, i wykosił je do gołej ziemi, a potem jeszcze wyrównał grabiami. Po najbliższej burzy woda stała na trzech rzędach miejsc, a namuł z pasów zatkał wpusty. Odtworzenie roślinności trwało dwa sezony.
Od tamtej pory do każdego projektu z retencją dołączam jedną kartkę: zdjęcie pasa w lipcu, zdjęcie w styczniu i dopisek wielkimi literami, żeby nie kosić do gruntu.