Dlaczego polskie rynki nagrzewają się latem jak patelnia
W lipcowe popołudnie na wielu polskich rynkach nie da się wytrzymać dłużej niż kilka minut. Kamień oddaje ciepło jeszcze długo po zachodzie słońca, a cień rzucają głównie parasole ogródków. To nie jest przypadek, tylko suma decyzji, które można zmienić.
Zeszłego lata spędziłam w Krakowie kilka upalnych dni, obserwując, jak zmienia się ruch na placach w centrum. Rano ludzie przechodzili normalnie, siadali na ławkach, pili kawę w ogródkach. Około południa ruch przenosił się pod ściany kamienic, w pasy cienia, a środek placów pustoszał. Po południu nawet ogródki pod parasolami stawały się mało przyjemne, bo ciepło biło od nawierzchni. Dopiero po zmroku, a właściwie długo po zmroku, place wracały do życia.
To zjawisko zna każdy, kto był latem na rynku jakiegokolwiek polskiego miasta. Nazywamy je potocznie efektem patelni, a fachowo mówi się o miejskiej wyspie ciepła i o komforcie termicznym przestrzeni otwartych. Da się z nim walczyć, ale najpierw trzeba zrozumieć, skąd się bierze.
Kamień, który pamięta słońce
Nawierzchnie placów w Polsce to w przeważającej mierze kamień naturalny, kostka granitowa, płyty betonowe i asfalt. Wszystkie te materiały mają dużą pojemność cieplną: w ciągu dnia pochłaniają energię słoneczną i gromadzą ją, a wieczorem i w nocy powoli oddają. Stąd wrażenie, że plac „grzeje od spodu” jeszcze kilka godzin po zachodzie słońca.
Kolor nawierzchni ma tu duże znaczenie. Ciemne materiały pochłaniają więcej promieniowania i nagrzewają się mocniej. Jasne odbijają więcej, ale to z kolei oznacza, że ciepło i światło trafiają na ludzi i elewacje. Nie ma idealnego koloru. Jest zawsze kompromis między temperaturą nawierzchni a komfortem osób, które po niej chodzą.
Nawierzchnia nieprzepuszczalna ma jeszcze jedną wadę: nie zatrzymuje wody. Po deszczu woda spływa do kanalizacji, zamiast parować z gruntu i chłodzić powietrze. Grunt z roślinnością działa jak naturalny klimatyzator. Kamień na podbudowie z betonu nie.
Brak drzew i ich zastępcy
Historyczne rynki w wielu miastach przez stulecia były pozbawione drzew. Były miejscem handlu, zgromadzeń, parad, a drzewa w tej logice przeszkadzały. Z czasem na wielu z nich pojawiła się zieleń, w niektórych miastach bogata, w innych symboliczna. Kolejne rewitalizacje często ją ograniczały, a nowe place projektowano z myślą o wydarzeniach, a nie o upałach.
Drzewo w pełni rozwinięte to najskuteczniejsze narzędzie chłodzenia przestrzeni miejskiej. Nie tylko daje cień, ale też odparowuje wodę przez liście, obniżając temperaturę otoczenia. Różnica temperatury odczuwalnej w cieniu dużego drzewa i na nasłonecznionym kamieniu obok potrafi być bardzo wyraźna.
O tym, czy drzewa w donicach mogą zastąpić te w gruncie, pisałam osobno w tekście o zieleni na betonowym placu. Krótko: mogą pomóc, ale nie dadzą tego samego efektu.
Woda, która chłodzi, i woda, która tylko wygląda
Fontanny na placach są popularne, ale nie każda chłodzi. Fontanna w formie basenu z pionowym strumieniem daje głównie efekt wizualny. Znacznie skuteczniejsze są rozwiązania, które rozpraszają wodę w powietrzu: mgiełki, kurtyny wodne, fontanny posadzkowe, w których woda rozpryskuje się po nawierzchni i paruje. Parowanie odbiera ciepło z otoczenia, a mgiełka odczuwalnie obniża temperaturę w swoim bezpośrednim sąsiedztwie.
Takie instalacje wymagają jednak dobrego projektu i utrzymania. Woda musi być bezpieczna sanitarnie, instalacja regularnie czyszczona, a jej działanie zaplanowane tak, żeby nie tworzyła śliskich powierzchni ani kałuż.

Wiatr i geometria
Place otoczone zwartą zabudową, z wąskimi wlotami ulic, mają ograniczoną wymianę powietrza. W upalne dni gorące powietrze stoi nad nawierzchnią, bo nie ma go co wywiać. Z kolei place otwarte na dominujące kierunki wiatru mogą być latem przyjemniejsze, a zimą bardziej wietrzne.
Tu projektant ma ograniczone możliwości, bo geometria historycznych placów jest ustalona. Może jednak dbać o to, żeby nowe elementy nie blokowały przepływu powietrza, i planować zadrzewienia tak, żeby kierowały wiatr w pożądane strefy.
Elewacje i ich kolor
Wokół placów stoją budynki, a ich elewacje również uczestniczą w bilansie ciepła. Ciemne elewacje nagrzewają się i oddają ciepło do otoczenia. Jasne odbijają światło, część z niego na plac. Szklane fasady nowoczesnych budynków mogą skupiać odbite promieniowanie w konkretnych miejscach, tworząc lokalne punkty przegrzania, zwłaszcza przy wklęsłych formach.
W historycznych centrach elewacje są zwykle jasne i to jest korzystne. Pamiętajcie o tym przy remontach kamienic, gdy pojawia się pokusa zmiany kolorystyki na ciemniejszą.
Co mogą zrobić projektanci
Każdy projekt przebudowy placu powinien dziś zawierać analizę komfortu termicznego. Nie jako ozdobnik, ale jako narzędzie podejmowania decyzji. Kilka strategii, które w praktyce działają:
- Sadzenie drzew w gruncie wszędzie tam, gdzie to możliwe, z zapewnieniem odpowiedniej objętości gleby dla korzeni.
- Nawierzchnie przepuszczalne w strefach, które nie wymagają ciągłej, gładkiej powierzchni, na przykład przy drzewach i w strefach siedzenia.
- Instalacje wodne rozpraszające wodę, zaprojektowane jako element przestrzeni, a nie tylko dekoracja.
- Zadaszenia lekkie: pergole, żagle, zadaszenia z tkaniny w miejscach, gdzie drzewa nie mogą rosnąć, na przykład nad płytą garażu podziemnego.
- Jasne, ale nie oślepiające nawierzchnie, z matowym wykończeniem.
- Strefy cienia przy krawędziach placu, gdzie ludzie i tak chcą siedzieć.
Ogródki, parasole i meble
Osobny temat to wyposażenie, które pojawia się na placach sezonowo. Ogródki gastronomiczne rozstawiają parasole, a pod nimi często leżą podesty z ciemnego tworzywa albo sztuczna trawa. W pełnym słońcu takie powierzchnie nagrzewają się mocniej niż kamień. Ławki z metalu, bez drewnianych nakładek, w lipcu nie nadają się do siedzenia przez większą część dnia.
To drobiazgi, ale łatwo je uregulować. Miejskie zasady dotyczące ogródków mogą określać materiały podestów, kolory parasoli i sposób ich mocowania. Ławki ja bym projektowała z drewnem lub innym materiałem, który nie parzy, a przynajmniej część z nich ustawiać tam, gdzie po południu pada cień. Przy okazji zyskuje estetyka placu, bo spójne wyposażenie wygląda po prostu lepiej niż zbiór przypadkowych parasoli z logotypami.
Co mogą zrobić miasta
Najważniejsze decyzje nie są projektowe, tylko polityczne. Miasto musi zdecydować, że komfort termiczny przestrzeni publicznej jest priorytetem, a nie dodatkiem. To oznacza zgodę na drzewa tam, gdzie wcześniej ich nie było, na koszty przekładania instalacji podziemnych, na mniejszą powierzchnię do organizacji wydarzeń.
To oznacza też dbanie o to, co już jest. Istniejące drzewa w centrach miast są cenniejsze niż jakiekolwiek nowe nasadzenia, bo mają rozwinięte korony. Ich ochrona podczas remontów, zapewnienie im wody i miejsca to jedna z najtańszych i najskuteczniejszych form adaptacji do upałów.
Termometr w torebce
Podczas tamtych upalnych dni nosiłam w torebce prosty termometr na podczerwień, taki do sprawdzania kaloryferów. O trzeciej po południu płyta na środku jednego z placów była tak gorąca, że nie dało się położyć na niej dłoni na dłużej niż kilka sekund. Kilka metrów dalej, w cieniu starego drzewa przy krawędzi, kamień był wyraźnie chłodniejszy, a na murku pod koroną siedziało pięć osób.
Na środku placu, w pełnym słońcu, stała scena rozstawiona na wieczorny koncert. Technicy robili próbę dźwięku w kapeluszach. Kilkanaście osób, które przyszły posłuchać, czekało po drugiej stronie, pod tym jednym drzewem.