Pomiń menu
Spis treści
Menu

Miasto

Przystanek tramwajowy jako architektura

Przystanek to najmniejszy budynek publiczny w mieście i jeden z najczęściej używanych. Codziennie czekają na nim tysiące ludzi, w deszczu, w upale, po zmroku. Mimo to rzadko traktujemy go jako architekturę. Szkoda, bo to właśnie tam miasto pokazuje, jak traktuje swoich mieszkańców.

Tekst: Magda 5 min czytania

Nowoczesna wiata przystanku tramwajowego ze szklanym dachem

W Krakowie jeżdżę tramwajem od dziecka. Znam przystanki, na których czeka się przyjemnie, i takie, których unika się, jeśli tylko można podejść do następnego. Różnica nie zawsze wynika z lokalizacji. Często z tego, jak ktoś zaprojektował kilka metrów kwadratowych peronu, dach nad głową i ławkę.

Przez lata w pracowni zajmowaliśmy się budynkami, które miały swoich inwestorów, swoje budżety i swoje procedury. Przystanki powstawały gdzieś obok, jako element infrastruktury drogowej, często z katalogu. Dopiero z czasem zaczęłam patrzeć na nie jak na architekturę w miniaturze, z tymi samymi problemami co duże budynki: światłem, materiałem, skalą, użytkowaniem.

Czym jest przystanek

Przystanek tramwajowy to więcej niż wiata. To peron, czyli podwyższona powierzchnia, z której wsiada się do tramwaju. To dojście, najczęściej przez przejście dla pieszych. To zadaszenie, siedziska, informacja pasażerska, oświetlenie, kosze na śmieci, czasem automat biletowy, zieleń, stojaki na rowery. Każdy z tych elementów ma swoje wymagania, a razem tworzą miejsce, na którym ludzie spędzają od kilkudziesięciu sekund do kilkunastu minut.

W wielu polskich miastach przystanki tramwajowe leżą na wysepkach pośrodku jezdni. To miejsca szczególnie trudne: wąskie, otoczone ruchem samochodowym, hałaśliwe, narażone na spaliny i wiatr. Projektowanie ich wymaga szczególnej uwagi.

Dach, który rzeczywiście osłania

Podstawową funkcją wiaty jest ochrona przed deszczem, śniegiem, wiatrem i słońcem. Wiele wiat spełnia ją słabo. Zbyt wąski dach, który nie osłania przed zacinającym deszczem. Dach ze szkła lub przezroczystego tworzywa, pod którym latem jest gorąco jak w szklarni. Ściany tylne, które chronią od strony, z której wiatr akurat nie wieje.

Dobra wiata ma dach na tyle szeroki, żeby osłaniał osoby stojące, nie tylko siedzące. Ma ścianę lub osłonę od strony dominujących wiatrów, a nie tylko od strony jezdni. Ma dach, który w upale daje prawdziwy cień, czyli nieprzezroczysty lub przynajmniej zacieniony. Przezroczysty dach jest ładny na wizualizacji i przyjemny w pochmurny dzień, ale latem, jak pisałam przy nagrzewaniu się placów, szkło i słońce to kombinacja, która szybko staje się nie do wytrzymania.

Długość peronu a długość wiaty

Na przystankach tramwajowych peron jest często znacznie dłuższy niż wiata. Tramwaj ma kilkadziesiąt metrów, a wiata kilka. W deszczu wszyscy tłoczą się pod dachem, a potem biegną wzdłuż peronu do drzwi w ostatnim wagonie. Rozwiązaniem jest dłuższe zadaszenie, na przykład lekka konstrukcja wzdłuż całego peronu albo kilka wiat w odstępach odpowiadających drzwiom tramwaju.

Dłuższe zadaszenie oznacza też większy koszt i większą bryłę w przestrzeni ulicy. Trzeba znaleźć równowagę między ochroną pasażerów a lekkością, która nie przytłoczy otoczenia. To typowo architektoniczne zadanie: jak zrobić coś dużego, co wygląda na lekkie.

Siedziska dla tych, którzy potrzebują

Na przystanku siedzi się krótko, ale dla niektórych osób możliwość siedzenia jest niezbędna. Starsi, osoby z niepełnosprawnościami, kobiety w ciąży, rodzice z małymi dziećmi. Ławka na przystanku powinna być wygodna: z oparciem, z podłokietnikami, które pomagają wstać, na wysokości pozwalającej łatwo usiąść i podnieść się.

Częsty błąd to ławki projektowane tak, żeby nie dało się na nich położyć. Pochylone siedziska, podzielone na pojedyncze miejsca podłokietnikami, zbyt wąskie. Są niewygodne dla wszystkich, nie tylko dla osób, przed którymi mają „bronić”. Przystanek powinien przede wszystkim służyć pasażerom.

Dobrym uzupełnieniem ławek są oparcia do opierania się na stojąco, wysokie podparcia na wysokości bioder. Zajmują mało miejsca i dają odpoczynek osobom, które nie chcą siadać.

Peron tramwajowy w mieście o zmierzchu
Fot. 02 Peron tramwajowy w mieście o zmierzchu

Informacja, czyli kiedy przyjedzie tramwaj

Elektroniczne tablice z rzeczywistym czasem przyjazdu zmieniły doświadczenie czekania. Wiedząc, że tramwaj będzie za cztery minuty, człowiek czeka spokojniej niż wtedy, gdy nie wie, czy przyjedzie za minutę, czy za kwadrans. Tablica powinna być widoczna z każdego miejsca na peronie, czytelna w słońcu i po zmroku, a informacje podawane także głosowo dla osób niewidomych.

Obok tablicy elektronicznej potrzebny jest rozkład jazdy i plan sieci. Najlepiej w jednym, spójnym systemie graficznym, który powtarza się na wszystkich przystankach w mieście. Spójność sprawia, że pasażer wie, gdzie szukać informacji, bez względu na to, na którym przystanku stoi.

Światło po zmroku

Przystanek po zmroku musi być dobrze oświetlony. Nie tylko ze względu na bezpieczeństwo ruchu, ale też na poczucie bezpieczeństwa osób czekających. Pisałam o tym przy okazji placów, na których się siedzi: dobre światło pozwala zobaczyć twarz osoby naprzeciwko, a nie tylko jej sylwetkę.

Oświetlenie wiaty powinno być rozproszone, bez olśnienia, w barwie ciepłej lub neutralnej. Podświetlane reklamy w ścianach wiat dają dużo światła, ale często zimnego i nierównego. Wiata powinna mieć własne, przemyślane oświetlenie, a nie polegać na reklamie.

Dostępność od początku

Przystanek musi być dostępny dla wszystkich. Peron na wysokości podłogi niskopodłogowego tramwaju, żeby wsiadanie nie wymagało pokonywania stopnia. Pochylnie zamiast schodów przy dojściach. Faktura ostrzegawcza na krawędzi peronu dla osób niewidomych. Szerokość peronu pozwalająca przejechać wózkiem inwalidzkim obok ludzi czekających. Wiata, pod którą zmieści się wózek.

Te wymagania są dziś w dużej mierze standardem, ale ich jakość wykonania bywa różna. Faktura ostrzegawcza położona z przerwami, pochylnia zbyt stroma, słup wiaty stojący na środku ścieżki. Detale decydują o tym, czy przystanek jest naprawdę dostępny, czy tylko formalnie.

Materiał, który zniesie miasto

Przystanek pracuje w warunkach, jakich nie zna żaden budynek. Całodobowo dostępny, narażony na sól, pył z hamulców, spaliny, graffiti, naklejki i uderzenia. Materiały muszą to wytrzymać, a jednocześnie nie wyglądać jak więzienna krata. Stal ocynkowana i malowana proszkowo, szkło hartowane lub laminowane, drewno twarde albo kompozyt na siedziskach, beton na cokołach.

Równie ważne jak wybór materiału jest to, jak łatwo wymienić uszkodzony element. Wiata złożona z powtarzalnych modułów, w których stłuczoną szybę albo porysowany panel wymienia się w godzinę, będzie wyglądała porządnie przez lata. Wiata, w której każda naprawa wymaga specjalnego zamówienia, szybko zaczyna straszyć zaklejonymi dziurami.

Zieleń na przystanku

Coraz częściej na wiatach przystankowych pojawiają się zielone dachy, porośnięte rozchodnikami lub innymi odpornymi roślinami. To niewielka powierzchnia, ale w skali całego miasta, przy setkach przystanków, zaczyna mieć znaczenie. Zatrzymuje wodę opadową, obniża temperaturę dachu, daje owadom odrobinę siedliska. Dla pasażera ma też znaczenie estetyczne: zielony dach wygląda lepiej niż zakurzona szyba.

Jeszcze lepiej, jeśli przystanek ma w pobliżu drzewa. Cień drzewa na peronie w lipcowe popołudnie to coś, czego żadna wiata nie zastąpi.

Przystanek, z którego wsiadam

Przystanek jest najmniejszym budynkiem publicznym, z jakim ma do czynienia większość mieszkańców. Ten, z którego najczęściej wsiadam, stoi na wysepce między dwoma pasami jezdni. Wiata ma kilka metrów długości, szklany dach i jedną ławkę na trzy osoby.

W listopadowy poranek pod dachem mieści się kilkanaście osób, reszta czeka w deszczu wzdłuż peronu. W lipcu pod szkło nie wchodzi nikt, wszyscy stoją w wąskim pasku cienia od słupa trakcyjnego. Kiedyś policzyłam kroki od ławki do ostatnich drzwi długiego tramwaju: wyszło ponad trzydzieści. Tyle w ulewie przebiega starsza pani, która przed chwilą jako jedyna siedziała pod dachem.

Tekst

Magda, architektka, autorka Magazynu Widok

Architektka z Krakowa. Osiem lat w pracowni projektującej obiekty komercyjne, dziś pisze i konsultuje. Patrzy na budynki tak, jak patrzy się na nie przy desce: od rzutu, światła i materiału.

O autorce

Więcej w sekcji Miasto

Cała sekcja