Elastyczny zbiornik na deszczówkę, czyli membrana, której nie widać
Dach z tkaniny zachwyca lekkością, ale ten sam materiał, powlekany poliester zgrzewany prądem wysokiej częstotliwości, ma też drugie, mniej efektowne życie. Leży płasko pod tarasem albo w garażu i trzyma kilka tysięcy litrów deszczówki. O zbiornikach z membrany, które pasują tam, gdzie betonowy nie wejdzie.
Kiedy rysuje się dach z tkaniny, myśli się o świetle, napięciu i krzywiźnie. Ja przez lata myślałam też o wodzie, choć głównie jako o kłopocie. Membrana ma podwójną krzywiznę właśnie po to, żeby woda z niej spływała, a nie zbierała się w worek. Każdy taki dach kończy się więc rynną albo korytem, które w czasie ulewy niesie zaskakująco dużo wody. Przez długi czas ta woda w projektach szła prosto do kanalizacji deszczowej.
Dziś coraz częściej inwestor pyta, czy nie da się jej zatrzymać. I tu robi się ciekawie, bo odpowiedzią bywa ten sam materiał, z którego zrobiony jest dach. Tylko zamiast nad głową, leży płasko na posadzce.
Ile wody spada na zwykły dach
Średnio w Polsce spada około 600 milimetrów deszczu rocznie, czyli 600 litrów na każdy metr kwadratowy. Dach domu o powierzchni 120 metrów kwadratowych zbiera w ciągu roku kilkadziesiąt metrów sześciennych wody, nawet po odliczeniu tego, co odparuje i rozpryśnie się na krawędziach. To więcej, niż przeciętny ogród potrzebuje do podlewania przez cały sezon.
Kłopot w tym, że deszcz nie pada wtedy, kiedy ogród pije. W maju i czerwcu bywają tygodnie bez opadów, a potem jedna burza przynosi tyle wody, że rynny nie nadążają. Żeby z deszczówki był pożytek, trzeba ją gdzieś przetrzymać. O tym, jak zrobić to w gruncie, pisałam przy ogrodach deszczowych i nieckach retencyjnych. Zbiornik to drugi sposób, bardziej techniczny, ale pozwalający wodę potem wykorzystać.
Beczka, beton, membrana
Najprostsza jest beczka pod rynną. Ma kilkaset litrów, napełnia się w kwadrans ulewy i przez resztę deszczu przelewa. Na drugim końcu skali jest zbiornik betonowy albo z tworzywa zakopany w ogrodzie: kilka do kilkunastu tysięcy litrów, ale też koparka, dźwig, wykop, często kolizja z korzeniami drzew i przyłączami. W ogrodzie, który już istnieje, to poważna operacja.
Zbiornik elastyczny, nazywany też poduszkowym, jest czymś pomiędzy. To szczelny worek z powlekanej tkaniny, który po napełnieniu przyjmuje kształt płaskiej poduszki o wysokości kilkudziesięciu centymetrów. Nie potrzebuje wykopu ani fundamentu, tylko równego podłoża bez ostrych elementów. Mieści się w miejscach, w których żaden sztywny zbiornik nie przejdzie przez drzwi: w przestrzeni pod tarasem na legarach, w niskiej piwnicy, w garażu wzdłuż ściany, pod wiatą obok domu.
Pusty zajmuje tyle co zwinięta plandeka. Pełny waży tyle, ile woda w nim, więc posadzka musi to unieść. Pięć tysięcy litrów to pięć ton rozłożonych na kilkunastu metrach kwadratowych. Na betonowej płycie garażu nie robi to wrażenia, na drewnianym stropie już tak.

Ten sam materiał co na dachu
Zbiorniki na wodę szyje się, a dokładniej zgrzewa, z tkanin technicznych bardzo bliskich tym, z których powstają membrany architektoniczne. Najczęściej to poliester powlekany PVC, w zbiornikach zwykle cięższy niż na dachach, o gramaturze od około 900 do 1500 gramów na metr kwadratowy. Do wody pitnej używa się materiałów z atestem do kontaktu z żywnością, a do zbiorników stojących na zewnątrz powłok z ochroną przed promieniowaniem UV.
Najważniejsze w całym zbiorniku są szwy. Tkanina przychodzi w belach o ograniczonej szerokości, więc zbiornik na kilka tysięcy litrów to kilka połączonych pasów i dwa denka. Każdy z tych szwów przez lata trzyma ciśnienie wody, pracuje przy napełnianiu i opróżnianiu, znosi mróz i upał. Nić odpada od razu, bo przez otwory po igle woda by przeciekała. Klej z czasem się starzeje. Zostaje zgrzewanie.
Jak powstaje zgrzew
W zgrzewaniu wysokiej częstotliwości pole elektromagnetyczne rozgrzewa powłokę PVC od środka. Dwie warstwy tkaniny leżą na sobie, elektroda dociska je z góry, a materiał w miejscu styku uplastycznia się i łączy w jednolitą masę. Po ostygnięciu nie ma tam już dwóch warstw, tylko jedna, grubsza. Dobrze wykonany zgrzew jest mocniejszy niż sama tkanina obok niego: przy próbie zerwania pęka materiał, a nie szew.
Najwięcej o tym, jak to wygląda w skali przemysłowej, dowiedziałam się z materiałów wrocławskiego FIAB-u, który od blisko 70 lat zajmuje się zgrzewaniem wysokiej częstotliwości. W dziale poświęconym zbiornikom producent opisuje maszyny HF do produkcji zbiorników na wodę i gaz (https://fiabmachines.com/pl/branze/produkcja-zbiornikow-na-wode-i-gaz) w podziale na wielkość zbiornika. Mniejsze zgrzewarki, o mocy kilku kilowatów, obsługują zbiorniki od 2500 do 10 000 litrów. Większe, z elektrodą do półtora metra długości, służą do zbiorników do 100 000 litrów, a najcięższe maszyny do jeszcze większych. Według producenta zbiornik o pojemności od 10 do 50 metrów sześciennych powstaje w jeden, dwa dni.
Ta sama technologia, którą zbiornik na deszczówkę zawdzięcza szczelność, służy też do zbiorników na wodę pitną i przeciwpożarową, na nawozy płynne, na biogaz, a nawet do zapór przeciwpowodziowych. To dobra wiadomość dla kogoś, kto kupuje zbiornik do ogrodu: technika nie jest eksperymentem, tylko dojrzałym procesem, sprawdzonym na dużo trudniejszych cieczach niż deszcz.

Ten sam szew nad głową
Gdy patrzę dziś na dach z membrany, widzę w nim to samo rzemiosło. Pasy tkaniny na zadaszeniu trybun albo nad dziedzińcem łączy się tak samo, prądem wysokiej częstotliwości, a od jakości tych szwów zależy, czy dach przetrwa wiatr i śnieg przez dekady. W pracowni rzadko o tym myśleliśmy, bo szew był „po stronie wykonawcy”. A przecież to on przenosi siły, na które konstrukcja została policzona.
Kto ogląda halę produkcyjną, w której takie rzeczy powstają, zobaczy prasy z długimi elektrodami, stoły do rozkładania wielometrowych pasów i maszyny jezdne, które przesuwają się wzdłuż szwu. W Polsce nie trzeba ich sprowadzać z daleka. Zgrzewarki wysokiej częstotliwości od polskiego producenta (https://fiabmachines.com/pl/) pracują przy plandekach, zbiornikach na biogaz, żaglach, workach medycznych i dużych konstrukcjach membranowych, w tym fasadach stadionów. Ta sama technika spina więc oba końce tego tekstu: dach i zbiornik.
O co pytać przed zakupem zbiornika
Kilka pytań, które zadałabym sprzedawcy, zanim zbiornik trafi pod taras:
- Z jakiej tkaniny jest zrobiony i jaką ma gramaturę. Do ogrodu wystarczy materiał techniczny, do wody użytkowej w domu lepszy atestowany.
- Czy szwy są zgrzewane, a nie klejone, i czy producent bada próbki zgrzewów.
- Jaka jest wysokość po napełnieniu i jaka powierzchnia podłoża. Od tego zależy, czy zbiornik w ogóle zmieści się pod tarasem.
- Ile waży pełny w przeliczeniu na metr kwadratowy. To pytanie do konstruktora, jeśli zbiornik ma stać na stropie.
- Jak jest chroniony przed mrozem. Woda zamarzająca w pełnym zbiorniku na zewnątrz to ryzyko dla szwów i króćców; zimą zbiornik w nieogrzewanym miejscu zwykle się opróżnia.
- Gdzie jest przelew. Pełny zbiornik w czasie ulewy musi mieć dokąd oddać nadmiar, najlepiej do niecki albo studni chłonnej, a nie na fundament domu.
Woda, która zostaje na działce
Najprostszy zestaw, jaki widziałam na działce pod Krakowem, składał się z rynny, filtra liściowego, płaskiego zbiornika na sześć tysięcy litrów pod drewnianym tarasem i małej pompy z wężem. Przelew prowadził do płytkiej niecki z trawą przy płocie. Właściciele przez całe suche lato podlewali warzywnik wodą z dachu i ani razu nie odkręcili kranu w ogrodzie. Pod tarasem nikt nie widzi, że leży tam membrana, ta sama, która gdzie indziej rozpina się nad stadionem.
Na koniec drobna rzecz praktyczna: na rzucie piwnicy albo garażu rysuję dziś prostokąt z opisem „miejsce na zbiornik elastyczny, ok. 15 m², płaska posadzka, odpływ obok”. Inwestor może z tego nigdy nie skorzystać. Ale jeśli za kilka lat zechce, nie będzie musiał kuć betonu.