Pomiń menu
Spis treści
Menu

Wnętrza

Niska półka, prawdziwy dzbanek. Jak przestrzeń przedszkola Montessori uczy samodzielności

W zwykłym przedszkolu dorośli podają, nalewają i odkładają na miejsce. W przedszkolu Montessori robi to dziecko, a pomaga mu w tym przede wszystkim wnętrze: wysokość półek, waga krzesła, odległość do umywalki. Patrzę na takie sale okiem architektki i widzę w nich bardzo precyzyjny projekt.

Tekst: Magda 6 min czytania

Jasna sala przedszkolna z niskimi drewnianymi półkami i stolikami na wysokości dzieci

Najlepszą lekcję projektowania dla dzieci dostałam od trzylatki, która w sali przedszkolnej próbowała odwiesić kurtkę na wieszak zamontowany na wysokości oczu dorosłego. Stała na palcach, podskakiwała, w końcu rzuciła kurtkę na podłogę i poszła po panią. Wieszak był ładny, drogi i dobrze przykręcony. Był po prostu zaprojektowany dla kogoś innego.

Maria Montessori ponad sto lat temu doszła do tego samego wniosku, tylko wyciągnęła z niego dużo dalej idące konsekwencje. Jeśli otoczenie jest w skali dorosłego, dziecko musi o wszystko prosić. Jeśli jest w skali dziecka, może zrobić to samo. Hasło, które przedszkola Montessori powtarzają do dziś, brzmi „pomóż mi zrobić to samodzielnie”. Z perspektywy architektki to jest brief projektowy, i to bardzo wymagający.

Skala, czyli wszystko o pół metra niżej

Pierwsza rzecz, którą widać w dobrej sali Montessori, to brak rzeczy powyżej linii wzroku dziecka. Półki sięgają do pasa dorosłego, czyli do ramion trzylatka. Stoły i krzesła są dopasowane do wzrostu, a krzesło jest na tyle lekkie, że dziecko samo je odsunie i przysunie. Obrazy wiszą nisko, tak żeby można je było oglądać z bliska, a nie z perspektywy żabiej.

Dla projektanta oznacza to przestawienie całego myślenia o wnętrzu. Zwykle rysujemy rzut i przekrój dla osoby o wzroście 170 centymetrów. Tu trzeba narysować drugi przekrój, z linią oczu na wysokości mniej więcej 90 centymetrów, i sprawdzić, co z tej wysokości widać. Okno z parapetem na metrze dla dziecka jest ścianą z kawałkiem nieba. Okno z parapetem na 40 centymetrach jest widokiem na ogród.

Porządek, który da się utrzymać samemu

Sala Montessori nie jest pełna zabawek. Na otwartych, niskich półkach leży ograniczona liczba pomocy, każda na swoim miejscu, często na własnej tacy. Dziecko bierze tacę, pracuje przy stoliku albo na dywaniku, a potem odnosi ją tam, skąd wzięło. Żeby to działało, półka musi być czytelna: mało rzeczy, dużo przestrzeni między nimi, żadnych pudeł, do których wszystko wrzuca się hurtem.

Sala zwykle dzieli się na strefy, które odpowiadają obszarom pracy: życie praktyczne, materiały sensoryczne, matematyka, język i tak zwane wychowanie kosmiczne, czyli wszystko o przyrodzie, geografii i świecie. Strefy nie są oddzielone ścianami, tylko układem mebli. Niskie regały tworzą zatoki, w których można się skupić, a jednocześnie nauczyciel widzi całą salę z jednego miejsca. To bardzo podobna logika do tej, którą stosuje się w dobrych biurach typu open space, tyle że w skali o połowę mniejszej.

Drewniane pomoce Montessori ułożone na niskiej półce
Fot. 02 Drewniane pomoce Montessori ułożone na niskiej półce

Prawdziwe przedmioty zamiast plastiku

W kąciku życia praktycznego dzieci nalewają wodę z prawdziwego dzbanka do prawdziwej szklanki, kroją banana prawdziwym, choć tępym nożem, zamiatają małą miotłą i ścierają stół gąbką. Dorosły widzi ryzyko, że coś się stłucze. Pedagog Montessori widzi, że dziecko, które raz stłukło szklankę, następną niesie ostrożniej.

Dla wnętrza to konkretne wymagania. Blat, przy którym dziecko pracuje z wodą, musi znieść rozlaną wodę. Podłoga przy nim powinna być zmywalna, ale nie śliska. Mała umywalka albo zlewik na wysokości dziecka, z kranem, który da się odkręcić jedną ręką, jest w takiej sali ważniejszy niż najlepsze meble. Drewno, wiklina, metal, szkło i tkaniny naturalne są tu nie z powodów estetycznych, tylko dlatego, że mają ciężar, fakturę i temperaturę, które dziecko czuje.

Jedna sala, dzieci w różnym wieku

Przedszkola Montessori zwykle łączą dzieci w grupach mieszanych wiekowo, od trzech do sześciu lat. Starsze pomagają młodszym, młodsze patrzą, co robią starsze. Z punktu widzenia projektu oznacza to, że w jednej sali muszą współistnieć miejsca do cichej pracy przy stole, miejsce do pracy na podłodze i kącik, w którym można po prostu posiedzieć i popatrzeć.

Dobrym przykładem jest wrocławskie Ziarenko Happy Home przy ulicy Zabrodzie, które opisuje grupy mieszane wiekowo, liczące najwyżej 18 dzieci, jasne sale z klasycznymi materiałami Montessori i niskie półki z realnymi przedmiotami. Dla rodzin spod miasta przedszkole przygotowało osobną podstronę: przedszkole Montessori Smolec (https://ziarenko.com.pl/przedszkole-smolec/). Wyjaśnia na niej, że ze Smolca jedzie się około 6 kilometrów, mniej więcej 9 minut, i że placówka leży po drodze do Wrocławia, więc rodzic odwozi dziecko w drodze do pracy, a nie robi osobnego kursu.

Łazienka i szatnia to też sale lekcyjne

Najwięcej samodzielności dziecko ćwiczy nie przy materiałach, tylko w szatni i w łazience. Ubieranie się, wiązanie butów, mycie rąk, wycieranie nosa. W wielu przedszkolach te pomieszczenia projektuje się jak zaplecze: ciasno, byle szybko. W przedszkolu Montessori powinny być dokładnie tak samo przemyślane jak sala.

W szatni każde dziecko potrzebuje swojego miejsca z wieszakiem na swojej wysokości, ławeczki, na której usiądzie przy zakładaniu butów, i półki na czapkę. W łazience niskie umywalki, lustro, w którym dziecko widzi swoją twarz, a nie sufit, haczyki na ręczniki, które sięgnie bez stawania na palcach. Pamiętam remont przedszkola, w którym wymieniliśmy jedynie wysokość luster i wieszaków. Wychowawczynie po miesiącu mówiły, że rano jest o połowę mniej płaczu w szatni.

Język, który wisi na ścianie

Druga cecha, która coraz częściej idzie w parze z pedagogiką Montessori, to wielojęzyczność. W Ziarenku dzieci słyszą codziennie trzy języki: polski, angielski i ukraiński. Kiedy znajomi z Krakowa przenieśli się do Wrocławia i szukali miejsca dla córki, prowadzili arkusz z dwiema zakładkami. Pierwsza nazywała się po prostu „rejon”, druga przedszkole międzynarodowe Wrocław (https://ziarenko.com.pl/), i to w niej wylądowało Ziarenko, bo dziecko słyszy tam przez cały dzień kilka języków. Mnie przy tej okazji zaciekawiło, jak taka wielojęzyczność przekłada się na wnętrze.

Okazuje się, że całkiem konkretnie. Podpisy na półkach i przy pomocach w kilku językach, karty z obrazkami, książki ułożone okładkami do przodu na niskim regale, kącik do czytania z miękkim siedziskiem. Język w sali Montessori nie jest tylko w ustach nauczyciela. Jest w przestrzeni, na wysokości dziecka, w miejscu, do którego może samo podejść.

Ogród przedszkolny z grządkami warzywnymi i piaskownicą
Fot. 03 Ogród przedszkolny z grządkami warzywnymi i piaskownicą

Ogród jako druga sala

Przestrzeń Montessori nie kończy się na drzwiach. Ogród z warzywnikiem, piaskownica, altana, plac zabaw to przedłużenie sali, a nie miejsce na wybieganie się między zajęciami. Dziecko, które podlewa grządkę, a za kilka tygodni zjada z niej rzodkiewkę, uczy się więcej niż z najlepszej planszy o wzroście roślin.

Przy projektowaniu ogrodu przedszkolnego kieruję się tą samą zasadą co w sali: konewka na wysokości dziecka, kran na zewnątrz, który da się odkręcić samodzielnie, ścieżka, po której przejdzie się z taczką, i podniesione grządki, przy których można uklęknąć. Przy okazji szkoły po modernizacji pisałam, że teren wokół budynku bywa ważniejszy niż elewacja. W przedszkolu to jeszcze bardziej prawdziwe.

Ziarenko na swojej stronie opisuje ogród z warzywnikiem i piaskownicą, plac zabaw, altanę i park ze starymi drzewami obok, a od kwietnia do listopada prowadzi edukację leśną. Kto chce zobaczyć na mapie, gdzie dokładnie leży to przedszkole międzynarodowe (https://g.page/r/CaMQyny7A1XVEBM/), od razu zauważy, że zieleni ma wokół siebie sporo, a to dla przedszkola, które chce wychodzić na zewnątrz codziennie, rzecz podstawowa.

Co sprawdzić podczas dnia otwartego

Jeśli wybieracie przedszkole, a nie projektujecie je, kilka rzeczy widać w pięć minut:

  • Na jakiej wysokości są wieszaki, umywalki i lustra. Jeśli dziecko musi prosić o pomoc przy każdym myciu rąk, filozofia zostaje na papierze.
  • Ile rzeczy stoi na półkach. Mniej znaczy tu lepiej. Półka zawalona zabawkami nie uczy porządku.
  • Czy są prawdziwe przedmioty. Szklanki, dzbanki, narzędzia ogrodowe w małym rozmiarze.
  • Skąd wpada światło i czy dziecko przy stoliku widzi przez okno coś więcej niż niebo.
  • Jak wygląda wyjście do ogrodu. Czy dziecko samo dojdzie do drzwi, czy prowadzi tam korytarz przez pół budynku.

Wieszak z pierwszego akapitu w końcu przenieśliśmy niżej. Trzylatka, o której pisałam, kilka tygodni później z dumą pokazywała mi, że wiesza kurtkę sama, i jeszcze poprawia kolegom rękawy.

Tekst

Magda, architektka, autorka Magazynu Widok

Architektka z Krakowa. Osiem lat w pracowni projektującej obiekty komercyjne, dziś pisze i konsultuje. Patrzy na budynki tak, jak patrzy się na nie przy desce: od rzutu, światła i materiału.

O autorce

Więcej w sekcji Wnętrza

Cała sekcja