Pawilony sezonowe, które miały zniknąć po jednym lecie
Pawilon na festiwal, kawiarnia w parku na jedno lato, scena nad rzeką. Architektura tymczasowa bywa najbardziej swobodnym polem eksperymentu w zawodzie, a zarazem najtrudniejszym, bo musi powstać szybko, działać od pierwszego dnia i zniknąć bez śladu. Albo zostać na dłużej.
Mam słabość do pawilonów. Może dlatego, że w pracowni projektującej obiekty komercyjne większość mojej pracy dotyczyła budynków, które miały stać dziesięciolecia i przechodzić przez długi, żmudny proces uzgodnień. Pawilon był odskocznią. Kilka tygodni projektowania, kilka dni montażu, jedno lato życia. I nagle wszystko, co w dużym projekcie trzeba było bronić na dziesiątkach spotkań, dało się sprawdzić w praktyce.
Architektura tymczasowa ma w historii zawodu szczególne miejsce. Pawilony wystaw światowych bywały manifestami nowych idei. Barceloński pawilon Miesa van der Rohe z 1929 roku został rozebrany po wystawie, a dziś znamy go z rekonstrukcji, która stoi w tym samym miejscu od lat 80. Londyńska Serpentine Gallery od 2000 roku każdego lata zaprasza architekta do zaprojektowania letniego pawilonu, który po sezonie zostaje zdemontowany i często znajduje nowe miejsce u kolejnego właściciela. Tymczasowość nie jest tu słabością, tylko warunkiem swobody.
Co wyróżnia pawilon
Pawilon sezonowy to budynek o innym zestawie priorytetów niż obiekt stały. Najważniejsze są czas montażu, łatwość demontażu, niska waga i brak trwałej ingerencji w teren. Izolacyjność termiczna i odporność na dekady użytkowania schodzą na dalszy plan, bo obiekt ma działać przez kilka miesięcy, zwykle w ciepłej porze roku.
To otwiera pole do eksperymentów. Można użyć materiałów, które w budynku stałym byłyby problematyczne. Można zaprojektować formę, której nie da się ocieplić. Można pozostawić konstrukcję całkowicie odsłoniętą. Każda z tych decyzji jest prostsza, gdy wiadomo, że obiekt zniknie po sezonie.
Konstrukcja: modułowa i odwracalna
Najlepsze pawilony są projektowane od końca, czyli od demontażu. Jeśli konstrukcja ma zostać rozebrana i ewentualnie złożona w innym miejscu, połączenia muszą być rozłączne: śruby, sworznie, złącza systemowe zamiast klejenia, spawania i betonowania.
Modułowość pomaga. Powtarzalne elementy o jednakowych wymiarach łatwiej wyprodukować, przewieźć, zmontować i przechować. Przy okazji rytm modułów staje się elementem estetyki: rząd identycznych ram, siatka słupów, rytm paneli.
Najczęściej używane materiały to:
- drewno, zwłaszcza klejone i sklejka, bo jest lekkie, łatwe w obróbce, a po demontażu może być użyte ponownie,
- stal i aluminium w postaci systemowych profili, rusztowań, kratownic,
- membrany i tkaniny techniczne na przekrycia i ściany,
- poliwęglan i szkło akrylowe tam, gdzie potrzebne jest przezierne, lekkie wypełnienie.
O drewnie klejonym jako materiale konstrukcyjnym pisałam szerzej w osobnym tekście. W pawilonach jego zalety widać szczególnie wyraźnie, a wady, związane głównie z wilgocią przy długim użytkowaniu, są mniej istotne, jeśli obiekt stoi jeden sezon i jest dobrze osłonięty dachem.
Fundamenty, które nie zostawiają śladu
Pawilon w parku albo na placu nie może zostawić po sobie betonowych stóp. Stosuje się więc rozwiązania, które po demontażu da się usunąć: stopy balastowe, czyli ciężkie bloki lub pojemniki wypełnione wodą czy piaskiem, śruby gruntowe wkręcane w podłoże, płyty rozkładające obciążenie na nawierzchni.
Wybór zależy od podłoża, obciążenia wiatrem i tego, co leży pod ziemią. W parku trzeba uważać na korzenie drzew, na placu na instalacje i izolację płyty garażu. To kwestia do sprawdzenia z konstruktorem i zarządcą terenu na samym początku, bo może zmienić całą koncepcję.

Pawilon a miejsce
Pawilon tymczasowy ma przewagę nad budynkiem stałym: może eksperymentować z relacją do otoczenia. Może stanąć w miejscu, gdzie budynek stały nigdy nie dostałby pozwolenia, na środku trawnika, nad wodą, w szpalerze drzew. Może testować, czy dana lokalizacja w ogóle przyciąga ludzi.
Właśnie dlatego pawilony bywają świetnym narzędziem dla miast. Zanim wyda się pieniądze na stały obiekt w parku czy na placu, można postawić pawilon na jeden sezon i zobaczyć, jak ludzie go używają. Czy przychodzą, o jakiej porze, co robią, czego im brakuje. Pisałam o tym w kontekście placów, na których się siedzi: obserwacja zachowań użytkowników jest najlepszym materiałem projektowym, a pawilon pozwala ją przeprowadzić w realnych warunkach.
Lato pod lekkim dachem
Pawilony działają zwykle w najcieplejszych miesiącach roku, a lekka konstrukcja nie ma masy, która złagodziłaby upał. Kawiarnia pod przeziernym dachem z poliwęglanu w lipcowe południe potrafi zamienić się w szklarnię. Dlatego w pawilonie bardziej niż w jakimkolwiek innym obiekcie liczy się przewietrzanie i cień.
Najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze: dach wysunięty daleko poza obrys, ściany, które można całkowicie otworzyć, szczelina pod kalenicą, przez którą ucieka ciepłe powietrze. Jeśli pawilon stoi w parku, ustawcie go tak, żeby w najgorętszych godzinach korzystał z cienia istniejących drzew. To decyzja, którą podejmuje się jednym ruchem ołówka na planie sytuacyjnym, a która zmienia komfort całego sezonu.
Kawiarnia pod poliwęglanem
Najwięcej o pawilonach nauczyła mnie sezonowa kawiarnia w jednym z krakowskich parków, przy której pracowałam jeszcze w pracowni. Program był skromny: bar, zaplecze, kilkanaście stolików pod dachem. Zaprojektowaliśmy ją z powtarzalnych ram ze sklejki, skręcanych na śruby, z dachem z mlecznego poliwęglanu, żeby w środku było jasno nawet w pochmurny dzień. Na rysunkach wyglądało to lekko i pogodnie.
Pierwszy upalny tydzień w czerwcu zweryfikował wszystko. Pod dachem robiło się duszno już przed południem, barista pracował w mokrej koszulce, a goście brali kawę na wynos i siadali na trawie obok, w cieniu lip. Najbardziej zabolało mnie to, że lipy stały dwa metry dalej, niż mogłyby, gdybyśmy przesunęli pawilon przy planie sytuacyjnym.
Poprawka kosztowała niewiele: pod poliwęglanem rozpięliśmy jasną tkaninę, a w kalenicy otworzyliśmy szczelinę na całą długość. Kawiarnia dotrwała do września bez skarg. I wtedy okazało się, że zarządca parku chce ją na kolejny sezon.
Kiedy tymczasowy staje się stałym
Jest pewien paradoks w architekturze tymczasowej. Wiele obiektów, które miały zniknąć po sezonie, zostaje na lata. Kawiarnia w parku, która przyciągnęła ludzi, pawilon wystawowy, do którego wszyscy się przyzwyczaili, zadaszenie sceny, które okazało się niezbędne. Czasem przetrwanie jest zasłużone, czasem wynika z inercji.
Tak było z tamtą kawiarnią i dopiero wtedy zrozumiałam, że pawilon zaprojektowany na jeden sezon nie jest przygotowany na dziesięć. Drewno bez odpowiedniej ochrony niszczeje, membrany się brudzą i tracą napięcie, połączenia rozluźniają. Instalacje prowizoryczne stają się niebezpieczne. Formalnie obiekt tymczasowy ma określony czas, po którym powinien zostać rozebrany lub przeniesiony, a przekształcenie go w stały zwykle wymaga przejścia pełnej procedury.
Dlatego w projekcie pawilonu od razu zadaję pytanie: co jeśli on zostanie? Jeśli jest taka szansa, lepiej od początku zaprojektować konstrukcję i detale z zapasem trwałości, niż potem łatać obiekt, który zestarzał się szybciej, niż ktokolwiek przewidział.
Drugie życie materiałów
Najbardziej interesujący kierunek w architekturze tymczasowej dotyczy tego, co dzieje się po demontażu. Coraz więcej pawilonów projektuje się tak, żeby ich elementy mogły zostać wykorzystane ponownie: jako konstrukcja innego obiektu, jako meble, jako materiał budowlany. Drewno z rozebranego pawilonu może stać się ławkami w parku, membrana torbami lub osłonami, stalowe ramy konstrukcją wiaty.
To wymaga myślenia o obiekcie jako o magazynie materiałów, a nie tylko o budynku. Elementy powinny mieć standardowe wymiary, połączenia rozłączne, materiały niezmieszane ze sobą w sposób uniemożliwiający ich rozdzielenie. To w gruncie rzeczy zasada dobrej architektury w ogóle: uczciwość konstrukcji i materiału.
Formalności
Obiekty tymczasowe mają w polskim prawie budowlanym łagodniejszą ścieżkę niż budynki stałe, ale ścieżka ta zależy od czasu, przez jaki obiekt ma stać, jego wielkości i sposobu posadowienia. Niektóre pawilony wymagają zgłoszenia, inne mieszczą się w zwolnieniach. Do tego dochodzą wymagania przeciwpożarowe, dostępność, sanitariaty, a w parkach zabytkowych uzgodnienia konserwatorskie. Nie zakładajcie, że „to tylko pawilon”, i nie odkładajcie formalności na ostatni tydzień.
Co zostało z kawiarni
Kawiarnia z parku postała w sumie cztery sezony. Co wiosnę ktoś z obsługi dokręcał śruby w ramach, co jesień zdejmowano tkaninę spod dachu i suszono ją w magazynie. Po czwartym lecie pawilon rozebrano, bo w parku zaczynał się remont alejek. Część ram ze sklejki przeleżała zimę pod dachem i wiosną stanęła jako wiata przy wypożyczalni rowerów, w innym miejscu tego samego parku. Kiedy tamtędy przechodzę, zawsze patrzę na połączenia. Śruby są te same.